Klify

A w sercu ciągle maj…
Są takie miejsca, o których bez namysłu mówimy, że za nami chodzą. Kiedyś tu przyjadę… kiedy tylko nadarzy się okazja… ileż to razy powtarzałam te zdania, podziwiając z promu białe klify w Dover. Mijał czas, sprzyjającej okazji jakoś nie było. Skoro tak, to najwyższa pora wyznaczyć na mapie cel podróży i … pojechać. Nie tak zupełnie wprost, bo urlop spędzaliśmy na Isle of Sheppey. Do Dover marne pięćdziesiąt parę mil. Drobnostka. O urokach urlopu na wyspie, która moim zdaniem jest nią tylko z nazwy, niebawem opowiem. Białe Klify czekały…
Area of Outstanding Natural Beauty”, czyli obszar o wybitnym pięknie naturalnym. Dodałabym, że również miejsce magiczne, niezwykle pobudzające wyobraźnię. Oraz, liczące sobie wiele, wiele kilometrów, trasy dla wytrawnych wędrowców, zwieńczone z jednej strony latarnią morska, a z drugiej zbudowaną w XII wielu fortecą, nazwaną Zamkiem w Dover.
Kiedy już wdrapałam się na te sto metrów ponad poziom morza i sięgnęłam wzrokiem po horyzont, to dosłownie ciarki przebiegły mi po plecach. Bardzo podobne uczucie do tego, jakie miałam stojąc dzień później na dole, u podnóża klifów. Niezwykle silne uczucie szczęścia, z tłumioną potrzebą wykrzyczenia tego wysoko, aż do przelatujących mew.
Więc jak w tytule… bo w sercu ciągle maj…

A poniżej, oprócz zdjęć z Dover, są również sprzed roku, zdjęcia walijskich klifów.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s