Zanim siądzie bateria

Ostatnie lata ubiegłego wieku. Centrum handlowe, jedna z pierwszych polskich galerii.
W rozsuwanych drzwiach szkolny kolega. Marynarka ze sztruksu, dżinsy, do tego mokasyny, od których brązu odbijają się w rażącym oczy kontraście białe skarpety.
 
W ręku najważniejszy z atrybutów świadczących o tym, że Grzesiu jest teraz panem prezesem Grzegorzem, a może nawet Gregiem. Telefon komórkowy. Wielkości małego nesesera, z obudową żebrowaną jak dach fabryki – pewnie dla lepszego chłodzenia. Dzisiaj to śmiech na sali. Wtedy, absolutny szczyt nowoczesności, powiew XXI wieku, który zresztą czekał już za progiem.
 
Minęło dwadzieścia lat z okładem (zimnym, bo od tego postępu głowa boli). Komórka, tablet, komputer, nawet telewizor – wszystko płaskie jak Ziemia w średniowieczu. I żaden Kopernik tego nie zaokrągli, bo świat jest w epoce spłaszczonej miniaturyzacji i basta. Miniaturowe słuchawki w uszach  ludzi na przystankach – gadaj zdrów, jak do ściany. Miniaturowe procesory o mocy obliczeniowej, przy której poczciwa Odra ze swoją pamięcią taśmową to dinozaur, w dodatku skamieniały, w dodatku zmarznięty na kość w wiecznej zmarzlinie.
 
Coraz bardziej miniaturowe są nawet mieszkania, ludzie i tak kupią, więc po co większe. W miniaturowym apartamencie trudno zmieścić cokolwiek, co by nie było mikro. Od mikrofalówek  poczynając, na Yorkshire terrierze kończąc. W szklanych domach z literackiej wizji Żeromskiego, żyjemy otoczeni technologią żywcem wziętą z filmów science fiction. Dobrze chociaż, że te domy szklane, bo „… W domach z betonu / nie ma wolnej miłości…”, o czym aksamitnym, ciemnym głosem śpiewała już Martyna Jakubowicz. Może dojść do tego, że apartamenty będą jak komórki. Komórka górą. Można z niej sterować oświetleniem, zmieniać ustawienia inteligentnego termostatu. W pięć minut oblecieć tam i z powrotem najważniejsze wiadomości. Spotkać się ze znajomymi na portalu społecznościowym – nawet jeśli niektórych z nich tak naprawdę nie znamy.

Za kilka pączków w prawdziwym jeszcze papierze, płacimy pieniądzem nie papierowym. Tak naprawdę, to tego pieniądza wcale nie ma, jest tylko wirtualna reprezentacja jego wartości. Nasz samochód od dawna jest komputerem, który steruje całą resztą, z wyjątkiem – i to  też się już zaczyna zmieniać – kierownicy.
 
Komórka tak zrosła się z nami, że zaczynamy na nią reagować objawami fantomowymi. Wibruje w kieszeni – sprawdzasz, nic. Nikt nie dzwonił, nikt nie przysłał wiadomości. To nasz własny umysł przyzwyczaił się do częstotliwości kontaktu z urządzeniem i wysyła fałszywe sygnały. A my jak te rybki, które w porze przejazdu pociągu przez most wyskakiwały z wody na pierwszy przeraźliwy gwizd lokomotywy. Raz pociąg nie przejeżdżał, a ryby i tak wyskakiwały.
 
Kiedy mój kochany Tata rozmawiał ze mną pierwszy raz na wideokonferencji, kręcił głowa z niedowierzeniem. Wiesz – mówi do mnie – dobrze, że moja mama tego nie dożyła, bo gdyby dożyła i zobaczyła coś takiego, toby od razu umarła.
 
No ale ja tu gadu gadu do komputera, a nie wiem nawet, czy ktoś mnie słucha. Halo? (dźwięk oczekiwania na połączenie) Jest tu kto? (wyciszenie z finałem muzycznym)
Tu Mirosław Lucjan Adamowski.
Zostaw wiadomość. Najlepiej dobrą…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s