Kolce od Mistrza – Część Druga

Druga część sportowego felietonu. Mały okruch z ogromnego zbioru wspomnień Mirka Adamowskiego. Autor był w latach osiemdziesiątych reprezentantem Polski juniorów w skoku wzwyż i wielokrotnym wicemistrzem Polski w tej kategorii wiekowej.

Kolce od Mistrza – część druga

Felieton radiowy / podcast

© Mirosław L. Adamowski

 W pierwszej części moich sportowych wspomnień opowiedziałem Państwu niesamowitą historię butów do skoku wzwyż, czyli kolców, które podarował mi mistrz Europy juniorów z Utrechtu, Krzysztof Krawczyk. W krótkim felietonie nie sposób opowiedzieć o wspaniałych ludziach, których spotkałem w czasie swojej kariery sportowej, o przygodach jakie przeżyłem, wzlotach, upadkach i triumfalnych powrotach. O wzruszeniach i przyjaźniach. Dzisiaj więc tylko jeden z epizodów, również związany z butami i to nie byle jakimi, biorąc pod uwagę ich pierwotnego właściciela.

Po pierwszych sukcesach lokalnych i wygraniu mistrzostw Polski LZSów, nagle wypłynąłem na szerokie wody. Zupełnie jakbym wpadł w swoje własne marzenia i co chwila próbował się uszczypnąć, żeby sprawdzić, czy to aby nie sen. Mój tata włączył się w działalność sportową. Wszedł wraz ze mną w ten fascynujący świat – dla nas obu z początku nieznany, nowy, tajemniczy. Jako kierownik ekipy jeździł z nami w zimie na imprezy halowe, a w lecie na otwarte stadiony. Poznałem inną twarz taty – dowcipnego, przyjaznego człowieka, który zjednywał sobie ludzi w try miga, a jednocześnie świetnego organizatora.

Któregoś razu klub wysłał nas do Warszawy. W planie był chyba start w mityngu na Bielanach. Tam, w hali lekkoatletycznej Warszawskiego AWF, spotkaliśmy kogoś, kogo kilka lat wcześniej oglądaliśmy w telewizji skacząc z radości po jego zwycięstwie w Montrealu – pisałem o tym w części pierwszej. Jacek Wszoła. Legenda sportu. Tego dnia szlifował technikę ze swoim ojcem i trenerem, panem Romanem Wszołą. Tata nie mógł uwierzyć swoim oczom, a ja też miałem ciarki na plecach. Wydukaliśmy jakieś dzień dobry, Jacek odpowiedział jakby nas znał, żadnego zadartego nosa. Pan Roman był jeszcze bardziej przystępny. Tata powiedział – wiesz, ja bym nigdy nie uwierzył, że pana Jacka będę mógł tak widzieć jak teraz, a to, że się jeszcze przywitał ze mną, to już jest dla mnie za dużo – ja się muszę napić. Napił się z umiarem w hotelu Victoria, który zafundował nam klub.

Minęło wiele miesięcy. Na jednym z mityngów w Warszawie mój trener, znający Jacka Wszołę ze wspólnych występów, rozmawiał z nim przed zawodami. Podszedłem, zostałem przedstawiony, uścisnąłem dłoń Mistrza. Wcześniej dowiedziałem się od jednego z warszawskich kolegów, że Jacek przeczytał mój wiersz nagrodzony przez Tygodnik Razem i że mu się podobał. Myślałem, że się zapadnę pod ziemię. Nie miałem śmiałości zapytać, czy to prawda.

Kilka miesięcy później  trener pokazał mi parę bielutkich kolców do skoku wzwyż. Ponoć wcześniej skakał w nich sam Mistrz i Wicemistrz Olimpijski. I znów poczułem, że mam nogi jak z gumy. W tych butach zdobyłem w Poznaniu swoje ostatnie wicemistrzostwo Polski. A potem przekazałem je synowi swojego pierwszego trenera, by teraz on mógł poczuć, że zaczyna żyć własnymi marzeniami.

One Comment

  1. Darek

    Wspomnienia żyją w nas tak długo jak do nich wracamy…
    Przeniesione na papier czy zapisane w formie audio mogą przeżyć nas wielokrotnie zachwycając, bawiąc i wzruszając kolejne pokolenia czytelników/słuchaczy.
    Dziękuję, że dzielisz się nimi z nami Przyjacielu…..

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s