Rok Słonecznego Skarabeusza

Korkiem od szampana ani fajerwerkami nie przegoniliśmy chmury, która wisi nad nami od wielu miesięcy. Przecisnęła się na kolejną kartę kalendarza. Ale nie musimy się jej poddawać. Nie musimy iść przez czekające nas miesiące z nosami przy ziemi, usidleni w apatii, coraz bardziej oddalający się od siebie wzajemnie. Głowy do góry i do przodu. Przecież do tylu i tak się nie da, więc idźmy przed siebie jeszcze bardziej razem, choćby w maskach i przyłbicach. Razem wyjdziemy z tej mgły szybciej, razem wyjdziemy z niej silniejsi.

Rok Słonecznego Skarabeusza

© Mirosław L. Adamowski

Felieton / Podcast

Stary zegar już odkurzony, naoliwiony, nakręcony wielkim kluczem do oporu, żeby starczyło na następne dwanaście miesięcy. Przejść przez nie jak najlepiej, wykorzystać ten czas. Czekają plany, marzenia. Noworoczne postanowienia. Zmienię dietę, rzucę palenie, znajdę nową pracę. Lubimy mieć przed sobą jakiś cel, bo to pomaga, dopinguje, wciska wiatr w żagle.

Nowy rok, jak czysty brulion. I tyle dni, które można w nim zapisać dobrem, ciepłem, miłością. Zawsze jest kogo kochać, zawsze jest komu przynieść uśmiech. Zwyczajny dzień, każdy dzień, nadaje się do tego znakomicie. Nie tylko święta, specjalne okazje. Drobny gest, przytulenie, uścisk dłoni. Niech dobra energia płynie między nami jak spokojna rzeka. Niech zgoda przejmie stery i wyprowadzi nas ze zdradliwych wirów. Góra z górą się nie zejdzie, człowiek z człowiekiem – zawsze. Znacie to powiedzenie. I jest w nim tyle prostej prawdy.

Każdy z nas jest inny. Mamy swoje poglądy, punkt widzenia, perspektywę. Przychodzimy z różnych domów, z różnych tradycji, wychowania. Nie żyjemy jednak jak ten latarnik na obijanej falami wieży światła, lecz wśród innych ludzi. Żyjmy tak, by słowo „Ja” nie stało w konflikcie ze słowem „My”. Człowiek potrzebuje drugiego człowieka. Potrzebuje rodziny, dla której dałby się w plasterki pokroić, o którą dba i która daje mu siłę, by pchać tę kulkę codzienności. Jak to niestrudzenie czynią skarabeusze od tysięcy lat.

Są przyjaciele. Niewielu ich? Nie szkodzi. Nawet jeden zmienia nasze poczucie osamotnienia w to kojące uświadomienie, że jest ktoś, kto nas rozumie, dla kogo i my jesteśmy zrozumieniem, oparciem. I nie chodzi o to, żeby stówkę do jutra pożyczyć, choć i tak bywa. Bez ludzi wokół nas, jesteśmy jak płaski rysunek na kartce z bloku. Brakuje trzeciego wymiaru, tej przestrzeni, emocjonalnej, psychologicznej, w której mamy swoje miejsce, jak każdy z milionów rozmigotanych punkcików na mapie nocnego nieba. Dopiero wśród ludzi zyskujemy ten wymiar. Są dla nas punktem odniesienia, są zwierciadłem, dopełniają nasze własne życie. Rozmowa, taka zwyczajna, przy stole w kuchni, kubku dymiącej kawy. A czasem wspólne, pogodne milczenie.

Świadomość więzi. Poczucie wspólnoty drogi, którą razem idziemy. Życie to odcienie, cała ich paleta. I my, nasze portrety w tej palecie uchwycone. Szczęśliwi, smutni, radośni. Zmęczeni albo pełni zapału i tryskający energią. To się w nas mieni, jak gra świateł i cieni na niebie wchodzącym dopiero w preludium lata. Zmienni, czasem chwiejni, na kolanach w jednej chwili, skrzydlaci w drugiej. Niedoskonali. I przez to właśnie, jakże ludzcy. Tacy jesteśmy.


Idźmy przez te kolejne dwanaście miesięcy ze słońcem w dłoniach, nawet, jeśli – jak pachnący żarem  kartofel z ogniska – trochę parzy. Dzielmy się nim z innymi, a wróci do nas odbite od najsmutniejszego nawet Księżyca, zostawiając na nim ciepłą kroplę, dającą początek kwitnącej oazie uśmiechu, który ogrzeje każde serce. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s