Z czasem za rogi

Idziesz przez życie, idziesz, nagle okazuje się, że już masz sporo tej drogi za sobą. Szybko zleciało, ani się człowiek nie obejrzał. Teraz co… Zajezdnia? Boczny tor? Nie musisz, póki zdrowie dopisuje. Zostaw fotel, bambosze i koc na czas, kiedy Ci będą życzyć następnych stu lat. Żyj pełnią dnia, dla której warto żyć.

Z czasem za rogi
© Mirosław L. Adamowski
Felieton / Podcast
            Zszedłem na dół z kartonami, i plastikowymi butelkami, grzecznie poukładanymi w osobne worki. Elegancko ubrana starsza pani deptała właśnie dziarsko wielkie pudło. Na mój widok uśmiechnęła   się szeroko. Chwila rozmowy, już miałem wychodzić, kiedy Barbara – bo zdążyliśmy przejść na ty – zapytała z iście młodzieńczą iskrą w głosie:
– Wiesz, ile ja mam lat? – niewygodne pytanie. Odpowiedzieć szczerze nie po dżentelmeńsku, zignorować, niegrzecznie.
– Siedemdziesiąt… hmm… pięć? – Wydukałem w nadziei, że nie przeszacowałem
– Wczoraj skończyłam sto jeden – roześmiała się perliście, mijając mnie w drzwiach.
            Ludzie. Baśka ma sto jeden i tryska radością życia. Ja, młodszy od niej potrafię pod ciężarem stresu i problemów wejść płynnie w kolejną fazę kryzysu wieku coraz mniej średniego, jakby ze mnie powietrze zeszło. Wstyd. Na naszej małej siłowni, zanim ją pandemia zamknęła, inny sąsiad przebiegał pewnie po kilkanaście kilometrów na diabelskiej maszynie. Osiemdziesiąt lat.
            Mój ojciec w wieku lat osiemdziesięciu czterech codziennie przemierzał Stargard wzdłuż i wszerz, i to w wyczynowym tempie. Miał na to proste wytłumaczenie. „Ja wiem, co u mnie w metryce. Ale tu, w głowie, mam tak koło pięćdziesięciu, góra. Więc tak żyję, jakbym tyle miał” – klepnął mnie w plecy aż mi dech zabrało, roześmiał się i poszedł do lodówki po zimne piwko. Mama, nieźle po osiemdziesiątce do dzisiaj pochłania książki z biblioteki w takim tempie, że chyba już wszystkie przeczytała. Brat taty wspina się na drzewa w ogrodzie albo łazi po dachu aż go trzeba stamtąd ściągać. Dziewięćdziesiąt jeden lat na liczniku.
            Jest w tym coś budującego, coś niezwykle słonecznego, optymistycznego. Owszem, młodość pozostaje czasem, który opuszczamy bezpowrotnie. Jednak poza nią, podziały już się zacierają. Można i trzeba – o ile zdrowie dopisuje – cieszyć się pełnią życia w każdym wieku. Przecież to, że po schodach trudniej wejść i w kolanach łupie, nie odnosi się żadnym stopniu do naszej zdolności przeżywania emocji, naszego intelektu, naszego wewnętrznego świata, aktywności.
            Emerytura kiedyś kojarzyła się z bocznicą,. Dziś to bardziej nowy rozdział, w którym nagle zyskujesz wspaniały dar, jakim jest czas. Wskoczyć w dresy i do parku na przebieżkę. Hobby od dawna zakurzone w szafie? Wyciągnąć, odkurzyć i cieszyć się nim. Pisać, malować, podróżować, spotykać się z ludźmi. Być sobą. Nie tracić czasu. Żeby każde jutro było jak kolejny odcinek fascynującej opowieści, jaką jest nasze życie.
            Znudzonemu, apatycznemu Dulskiemu  dajmy wszyscy święty spokój, niech sobie siedzi gapiąc się w ścianę. My idziemy na spacer.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s