W stronę światła

Wielkanocnie, z najlepszymi życzeniami. Zapraszamy 🌿

W stronę światła

© Mirosław L. Adamowski

            Człowiek to jednak przewrotne stworzenie. W grudniu wyglądamy pierwszego śniegu, białej zamieci i skrzypienia pod butami. Biedna zima stara się jak może, choć przytępiona globalnym ociepleniem, łatwego zadania nie ma. A my, niewdzięczni, trzy miesiące potem wystawiamy ją za drzwi jak niechcianego gościa. Kiedy lata temu, pani przedszkolanka oznajmiła, że idziemy topić zimę pod postacią niejakiej Marzanny, nie bardzo rozumiałem za co i dlaczego. Na szczęście okazało się, że topimy na niby. Że to tylko symboliczne pożegnanie. Bardzo mi się to podobało i chciałem, żeby już wszystkie pożegnania były wyłącznie symboliczne.

            Zrozumienie symboliki Świąt Wielkiej Nocy nie przyszło mi już ani łatwo, ani szybko. Bo głęboka i wielowymiarowa. Trzeba było lat, by choć w części zgłębić jej duchowe, ponadczasowe znaczenie.

            Tymczasem spora ilość jaj przyniesionych z rynku przez mamę zdradzała bliskość świąt. Do tego słoiki majonezu i wystane w kolejkach wędliny, które w moich oczach przegrywały z kretesem z cukrowym barankiem, ustawionym na kredensie w stołowym pokoju. W wazonie pędy obsypane baziami, na komodzie palmy z pięknie plecionych kolorowych pasemek słomy i suszonych kwiatów. Na podwórku słońca było coraz więcej, choć za wcześnie na podkoszulek. Tylko kilkanaście kilometrów do morza, więc jak już powiało, to powiało.

            Drapaliśmy z mamą szpilkami jajka ugotowane w cebulowych łupinach. Moje pisanki były raczej gryzmołkami, ale i tak znalazło się dla nich miejsce w koszyku na święconkę. Tata brał się za tarcie chrzanu. Jedna z niewielu okazji, by zobaczyć go płaczącego rzewnymi łzami. Buraczki na ćwikłę, ćwikłowe. Biała kiełbasa z wody i biała w żurku. Ten nie był u nas żurkiem klasycznym. Mama robiła go wprawdzie na zakwasie, ale dodawała do garnka całe mnóstwo maślanki. Smakowało to wybornie, a ja do dziś korzystam z tego przepisu. Zapomniałbym o sałatce, za którą wówczas nie przepadałem, za to uwielbiałem podkradać ziemniaki w łupinach i groszek.

            Kiedy to wszystko było już gotowe, biały obrus spływał na rozsuwany, owalny stół. Na środku koszyk ze święconką. Mama biegała między kuchnią a stołowym, tata przemawiał uroczyście, a ja czekałem już na lany poniedziałek i tradycyjne sikawkowe bitwy na podwórku.

            Wielkanoc. Ciemność, ból i cierpienie doznają symbolicznej transformacji w światło, nadzieję i miłość.  W niekończącym się cyklu tak zgodnym z rytmem natury, jakby źródło naszego życia, sens naszego istnienia, było jej częścią. Bo przecież jest.

Zdrowych, pogodnych Świąt Wielkiej Nocy – pełnych ciepła, otuchy, słońca w sercu.

2 Comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s