Dyrdymały historii. Część I

Historia jest pełna ciekawych historii, które w poprawnym ujęciu historycznym ułożyły się chronologicznie i tak też zostały zapisane. Historia wszak, zwłaszcza ta nowsza, zmienia się zależnie od aktualnie obowiązującego punktu widzenia. Niezależnie od tego punktu, większość historyków łączy to, że do historii podchodzą poważnie nad wyraz, co zrozumiałe dla każdego, kto historię zna choćby po łebkach. Na której by stronie tej księgi nie otworzyć, głowy lecą, stosy płoną, sztandary, łuki, armaty. A z daleka to przecież taka piękna, błękitna planeta.

Dyrdymały historii to spojrzenie na historię okiem dyletanta, nie trzymające się kupy ani historycznej poprawności. Za to z uśmiechem, bo wbrew pozorom, jest w tej ziemskiej historii sporo anegdoty i do uśmiechu powodów.

Dyrdymały historii – część I

© Mirosław L. Adamowski

            Tysiące lat temu po zielonej – poza okresami zlodowaceń oczywiście – planecie pływały, fruwały i biegały sobie żwawo stworzenia maści wszelakiej. Szczególnie żwawo te, które uciekały przed innymi. I wszystko było dobrze, dopóki jednej z tych istot nie przyszło do głowy wstać na równe nogi, za co nauka przyznała jej z miejsca przydomek Homo Erectus. Później zmieniony na Homo Sapiens kiedy okazało się, że nie tylko chodzić jak człowiek potrafi ale i niezłe kiepełe ma. Co dla pozostałych bywalców dzikich ostępów dobrą wiadomością nie było. Przewaga intelektualna nad takim niedźwiedziem jaskiniowym choćby, skutkowała masowym przejmowaniem nieruchomości, a przy okazji konsumpcją poprzedniego właściciela. Mamuty jako najcięższe też nie miały z człowiekiem lekko. A pomysłowy był jak mało kto. Zwierz dziki wpadł w popłoch, bo nowe panisko za chorobę nie chciało być wegetarianinem, a w dodatku lubiło się ubierać w skóry i futra cudze.

            Człowiek cwaną bestią był i radził sobie coraz lepiej, nie czekając na jakąś tam ewolucję. Wprawdzie nałupał się krzemienia, aż mu obrzydło, zanim przeszedł do bardziej zaawansowanych technologii, ale potem już poszło gładko. Piramidalnie ciężkie głazy toczono jeszcze po rolkach z bali, ale już Rzymianie zasuwali na rydwanach osobowych tudzież powozach dostawczych i od tego czasu historia kołem się toczy. Noszącym lektyki od razu ulżyło, dla konia zaczął się trwający wiele wieków czas przymierza z człowiekiem, w którym ten ostatni co do zasady był zawsze na wierzchu.

            Nie ostała się zbyt długo dziewiczość oceanów, kiedy okazało się, że nie wszystko tonie. Pierwsze okręty – jak te fenickie – miały zrazu napęd ręczny, zatem ekologiczny, choć zdecydowanie nieochotniczy. Udoskonalony potem żaglem.

            Zaczęła się turystyka handlowa i – przede wszystkim – wojenna. Po co płacić za niewolników i klejnoty oraz bitą ze złota i srebra mamonę, skoro można je komuś zabrać. Wikingowie polubili wycieczki do Anglii, a krzyżowcy z zachodniej Europy upodobali sobie kierunek wschodni  i południowy. Ponieważ każdy chciał zabrać coś każdemu, wojny wybuchały co rusz i trzeba było mieć wiele szczęścia, żeby urodzić się w takim czasie, by zdążyć w pokoju przeżyć całe życie. Na szczęście nie wszyscy chcieli wojować, spora grupa zajmowała się rzeczami o wiele bardziej pożytecznymi, tworząc wspaniałości kultury, rozwijając naukę i poprawiając byt, który, jak wiadomo, kształtuje świadomość. W obliczu coraz gwałtowniejszego wzrostu własnych oczekiwań i potrzeb, człowiek z zapałem oddawał się wynalazczości, próbując materializować najróżniejsze pomysły. Ze skutkiem zmiennym dla ich autorów i historii zarazem.

Ale o tym w ciągu dalszym, który nastąpi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s