Dyrdymały historii. Część II

Kopernikanie twierdzą, że ani my z tą naszą planetą wyjątkowi, ani jedyni, bo takich planet pewnie więcej. Inni, że na odwrót, że takiego splotu sprzyjających okoliczności i warunków nie masz nigdzie indziej we wszechświecie i basta. Jakkolwiek by nie było, mamy na tej Ziemi swój kawałek historii, choć ona w porównaniu z historią poczciwego krokodyla, jest jak przerwa na kawę. I to krótka. A jednak tyle w niej ciekawych momentów, tyle tajemnic, nierozwiązanych do końca zagadek. I ciągle historycy dorzucają coś do ognia. Dzięki temu historia zawsze gorąca.

Dyrdymały historii – część II

© Mirosław L. Adamowski

            Historia ludzkości zaczyna się, jak wiadomo, kiedy ludzkości jeszcze nie ma. Od czegoś trzeba zacząć. Najpierw czekaliśmy, aż Ziemia sobie ostygnie. Nudy na pudy, lawa i popiół, gdzie okiem sięgnąć, a widoczność jak na drodze krajowej w porannej mgle. Potem miliony lat zanim się oceany solidnie rozlały, lasy skrzypów i paproci obsypały super kontynent Pangei. Jeszcze dinozaury miały czas, żeby się wyszaleć, aż się wyszalały doszczętnie. Susze, burze, zlodowacenia. Dolna kreda, górna kreda, w końcu przyszłego Kowalskiego wywołano do tablicy. Razem z nim bujał się trochę po wertepach Neandertalczyk, ale z jakichś przyczyn – i nie jest to absolutnie żadna aluzja do jego wyglądu – odpadł w eliminacjach.

Życie naszych praprzodków musiało być niewąsko ciężkie. W jaskini – o ile była pod ręką i nie mieszkał w niej pra tygrys albo inny czworonożny pra, na głowę nie kapało, ale na tym się komfort kończył. Ciemno, zimno, czas się dłużył przy surowym udku z mamuta. Weź to człowieku ugryź bez noża, bo noża jeszcze nie wynaleziono. No i tu dochodzimy do sedna i jednocześnie różnicy zasadniczej pomiędzy nami, a takim na przykład dzięciołem. Powiedzmy sobie bowiem otwarcie – nie wszystko się ewolucją da wytłumaczyć. Rzeczony dzięcioł przez tysiąclecia zdołał sobie ewolucyjnie załatwić jedynie amortyzator za dziobem. Absolutnie potrzebny, bo bez niego po pierwszych uderzeniu w byle dąb, ptaszydło w dokumentnym nokaucie doznałoby wstrząsu mózgu. I to wszystko, co mu się udało wyewoluować.

         Człowiek natomiast od początku główkował. I to nieźle główkował, jak Szarmach bez mała. Historia wynalazków i odkryć sięga zarania. Nie zawsze wprawdzie wiadomo co kiedy wynaleziono. Jak to koło z Mezopotamii – wiadomo tylko, że około. Ale myśląc o krokach milowych w rozwoju naszego gatunku trzeba się cofnąć jeszcze dalej w mroki przeszłości.

         Siedzą sobie zatem w tej jaskini jaskiniowcy i kombinują, co by tu zrobić, żeby było ciepło i jasno. Żeby w końcu urządzić grilla zamiast łamać zęby na surowych gnatach. Nigdy się nie dowiemy, kto był Prometeuszem tamtego czasu. Można się tylko domyślać, że genialnie skojarzył pożar, przed którym rzecz jasna uciekał i pozostałe po tym pożarze pieczyste, mocno przypalone. Musiała mu przyjść do głowy myśl świetlista, jak jasny piorun, żeby ten ogień ujaskiniowić. Myślał tak i myślał, łupiąc krzemień o krzemień, aż iskry szły. No i stało się. Widać jedna z nich spadła na podatny grunt. Reszta jest historią ludzkiej inwencji, w której meandry zapuścimy się znów w następnym odcinku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s