Dyrdymały historii. Część V

Kiedy myślimy o jaskiniowcach, prawdopodobnie stają nam przed oczami ubrani w skóry, zarośnięci, z wysuniętym do przodu czołem i dzidą lub maczugą w ręku. Tak ich malują od lat i ten wizerunek wbił się w naszą świadomość. Gdyby na to spojrzeć z nieco innej perspektywy, perspektywy ich czasu i ich rzeczywistości, niewiele się od nas różnili. To był świt ludzkości. Człowiek dzielił miejsce na ziemi i jednocześnie konkurował ze zwierzętami, w większości niebezpiecznymi. Mając do dyspozycji rozum, też dopiero raczkujący, starał się w tej nieprzyjaznej rzeczywistości radzić sobie jak najlepiej. Temu, że radził sobie nieźle, zawdzięczamy wiele. Przetrwał kataklizmy, przetrwał zimno i suszę, choroby. Po drodze zmieniał się, wyglądał coraz bardziej po ludzku, wedle naszych kryteriów oczywiście. Mamy go za co lubić. Jest naszym pra – do którejś tam potęgi – przodkiem. Jesteśmy, bo on był.

Dyrdymały historii – część V
© Mirosław L. Adamowski
               
Pisałem ostatnio o tym, jak to historia wciąż się poprawia, coś skreśla, coś dopisuje, czasem połapać się nie można. Ot i wykrakałem. Właśnie się okazało, że linia naszych praprzodków, która miała wygasnąć jakieś dwieście tysięcy lat przed neandertalczykiem i homo sapiens, mogła istnieć w najlepsze równolegle z nimi przez dobre sto tysięcy lat. Sto tysięcy. Szmat czasu. Może i wymarli w końcu, ale co się nażyli to ich. A my nosa zadzieramy pod sufit, że nasza cywilizacja włącznie ze starożytnością ma tych lat kilka tysięcy. Dużo, ale dla niektórych i tak za mało, żeby nadążyć za tym naszym rozpędzonym jak lokomotywa rozwojem. Na Filipinach żyje sobie spokojnie plemię tkwiące wciąż w epoce kamienia łupanego. W Indiach na jednej z wysp ma się całkiem dobrze podobne, chociaż lepiej nie sprawdzać, co tam łupią. Jeden amator przyjaźni z ludem pierwotnym podpłynął za blisko i znalazł się w zasięgu dzid i strzał. Skutecznie. O żyjących wciąż łowcach głów tyle już napisano, że głowa mała.
                Wróćmy jednak do jaskiniowców. Temat obstukany jak dąb pod dzięciołem. Myślimy o nich i już widzimy, jak sobie siedzą w grotach i pieczarach, cierpiąc reumatyzm z powodu kapiących stalaktytów i stalagmitów (nigdy nie pamiętam, które na dole, które na górze). Ogień buzuje w kamiennym palenisku, cała rodzina ogląda film przyrodniczy namalowany na ścianie przez wujka Pięściaka. Bizon, szt. jeden. Albo magazyn kryminalny – jeden jaskiniowiec goni drugiego z maczugą, w tle namalowany – a jakże – bizon. Jutro się maczugę z bizonem zetrze, domaluje jeszcze jednego jaskiniowca i będą wiadomości sportowe. Same powtórki.
                Jaskinie, gdzie były to były, a tam, gdzie ich nie było, jaskiniowiec nie tylko musiał sobie znaleźć inne mieszkanie, ale nawet nie mógł się nazywać jaskiniowcem, bo trochę głupio przecież. Jakiś szałas od bidy, jeśli był las, choć nie było nas. Jednym i drugim w końcu zachciało się lepszego, bo taka nasza natura. Któregoś dnia ubrany w modne lamparcie skóry szef grupy trzymającej władzę nie zdzierżył i tupnąwszy niedepilowaną nogą w mech zakomunikował zebranym: „dosyć tego prymitywnego bytu, który nam prymitywnie kształtuje świadomość. Czas, kurna chata, pomieszkać jak człowiek, a jaskinie niech sobie będą, ale hazardu”. Komin wymyślono o wiele później, wobec czego na kilkaset lat ludzie zamieszkali w kurnych chatach z obowiązkową dziurą w dachu. Czarno od dymu, pieczeń się uwędzi zanim się zdąży upiec. Dzieci rysować nie mają na czym, metraż się skurczył i komu to było potrzebne? W dodatku stale przeciąg daje od góry. To się nazywa w piętę sobie strzelić. Ale my już tak mamy od zarania, że zawsze szukamy dziury w całym.

Przeciąg dalszy nastąpi

4 Comments

  1. MLA

    Bardzo mnie to cieszy. Jest tylu ekspertów, tylu specjalistów i tylu znających się na rzeczy lepiej od samej rzeczy, że jeszcze tylko mnie tam brakuje :). Uwielbiam pisać tak, by Czytelnik czuł, że mam dla niego szacunek, a z siebie śmiać się nie boję i lubię, nie udaję mądrzejszego od radia. Jeśli ktoś ma ego napompowane jak balon, niech startuje w Pucharze Gordona Bennetta, ja go czytał nie będę. Pisząc staram się o tym pamiętać :).

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s