Dyrdymały historii. Część VI

W podstawówce historia była zwyczajowo przedmiotem traktowanym jako dobry czas, żeby zrobić domowe z matmy, porysować w zeszycie albo pogadać z koleżanką niehistorycznie. Nudy na pudy, monotonnie podawany materiał, podręczniki bez duszy. W szkole średniej niewiele się zmieniło. Na studiach cegły wkuwane po nocach, do dziś śni mi się historia państwa i prawa. Ogrom, bezmiar, ocean. Dostałem uczulenia na słowo historia. Dzisiaj, po latach, odkrywam historię jako nieprzebrane, niewyczerpane źródło wiedzy, która wciąga, niemal uzależnia. Im bardziej zagłębiam się w jej otchłanie, tym więcej tam znajduję. Nie muszę zdawać egzaminów, nad głową nikt nie stoi, do tablicy nie woła. A ja czytam i przestać nie mogę. Dobrze, że historia nigdzie nie uciekła, bo dziś to dziś, jutro to jutro, a reszta jest… historią.

Dyrdymały historii – część VI
© Mirosław L. Adamowski 2021
 
 
            Historia opiera się na faktach, które opisuje i interpretuje. Z interpretacją jest tak, że można 9 Symfonię zagrać klasycznie, a można jak Burt Bacharach. Czy to Azja, Europa, czy też Czarny Ląd, historia pełna jest białych plam. Nie dziwota. Nie ma w nadmiarze kronik takich jak te Długosza albo Galla. Ano ni ma. Im głębiej w przeszłość, tym gorzej. Popatrzmy na naszą własną historię. Tak na chłodno i bez kielicha biorąc, zaczyna się nam konkretniej dopiero od Mieszka i Dobrawy. Przed nimi nie było próżni, żyli tu w najlepsze nasi ziomkowie, ale raczej w grupach plemiennych – a to na nizinie, a to Polanie. Mieszko nieźle zresztą namieszał. Przyjmując chrzest wprowadził nas od razu do pierwszej ligi, choć nie mieliśmy ani jednego stadionu. Ojcem pierwszego króla Polski był. W dodatku dziadkiem króla Anglii, Norwegii, Danii et cetera, Kanuta Wielkiego. Zaczęło się jednak we mgle historycznej legendy, od Piasta Kołodzieja. Jego syna Siemowita, niedowidzącego, miało w czasie postrzyżyn odwiedzić dwóch tajemniczych mężów przybyłych bez żon Oni to przepowiedzieli mu przyszłość jasną i od razu widział lepiej. A, ojcem Piasta był Chościsko. Też ładnie.
            Z imionami w historii ciekawa historia. Co tam Kaligula. Przenieśmy się na ziemie Franków. Tam na przełomie VII i VIII wieku rządził król Karol, zwany Młotem. Na cześć łupnia, jakiego dał muzułmanom z Kordoby w bitwie pod Poitiers. Coś jak nasza Odsiecz Wiedeńska Sobieskiego. Karol Młot otóż miał Pepina Krótkiego vel Małego, mowa oczywiście o jednym z synów. Drugi to Karloman – kto im te imiona wymyślał. Pepin Mały okazał się wielki, ale złośliwość ludzka nie zna granic, przydomka mu nie zmienili.
            Imię nie zawsze oddaje charakter. Taki Harald Pięknowłosy z Norwegii IX w. na zbitą twarz wygnał księcia Rolfa, dla przyjaciół Rollo. Temu wygnanie na dobre wyszło. Został pierwszym władcą Normandii, przeskakując do X w. Cwaną bestią był i wyszło mu, że nie opłaca się walczyć z królem Karolem – uwaga – Prostakiem. Panowie się dogadali, Rollo się ochrzcił i rządził, jak się patrzy.
            Czasem historia przerasta legendę. Tak jak w przypadku Vlada Drakuli, czy raczej Draculi. Byłoby pewnie lepiej dla jego poddanych i wrogów, gdyby po ludzku wampirem sobie był. Ilość szyj, jakie można obskoczyć w pierwszym kwartale roku sprawozdawczego jest siłą rzeczy ograniczona.  Tymczasem Vlad trzymał się diety standardowej, za to hobby miał straszliwe. Wbijanie na pal. I to setkami, a nawet tysiącami. Jeśli więc chciałby kto wędrować w mroczną przeszłość Transylwanii, czosnek i drewniany kołek może spokojnie odpuścić, za to niech uważa jak nie wiem co, żeby się na Vlada nie nadziać.
 
Ciąg dalszy w pełni nastąpi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s